"Przeznaczeni" - Rozdział 1
"Książę Królestwa Wiru – Naruto"
(GaaraxNaruto)
~POV NARUTO~
Słoneczny, ciepły dzień zagościł nad królestwem Wiru. To
idealna pora aby świętować… Na dziedzińcu zamku, aktualnie są zebrani wszyscy
mieszkańcy tego skrawka ziemi i wiwatują. Do kogo?
A do idącego po czerwonym dywanie księcia. Ma piękne niczym
pszenica, rozczochrane włosy z małym warkoczem po prawej stronie, ciemną
karnację, jak letnie niebo oczy i szeroki promienny uśmiech. Wytatuowane na
twarzy ma po trzy na jednym policzku lisie wąsy, co jest tradycją w tym
państwie dotyczącą rodziny królewskiej – zwierzęcy patron i tatuaże na ciele.
Ubrany jest w długi granatowy płaszcz ze złotymi obszyciami, białe spodnie, pas, do którego przyczepiony jest
miecz i wysokie czarne buty.
Machał ręką z dumnie podniesioną głową do swych poddanych, z
których to młode dziewczęta najgłośniej krzyczały. No ale nie ma co się dziwić,
oprócz swego nieziemskiego wyglądu jest dobrym, odważnym, silnym, mądrym młotkiem z wielkim sercem…Romantykiem…
C-Chwila… Młotkiem?!
Otworzyłem zdziwiony oczy i pierwsze co ujrzałem to czarne
jak węgiel tęczówki. Automatycznie odskoczyłem, tak że spadłem ze swego dużego
łoża. Dopiero teraz zobaczyłem w całej okazałości postać stojąca przed łóżkiem.
Był to Sasuke Uchiha, mój najlepszy przyjaciel a zarazem
książę z Kraju Ognia. Miał ładnie idealnie ułożone kruczoczarne włosy i bladą skórę. Ubrany był w białą
koszulę i czarne spodnie. Zawsze gdy siebie odwiedzaliśmy ubieraliśmy się w
normalnie. Bez jakiś błyskotek zbędnych czy coś. Z jego oczu można było
wyczytać tylko: poirytowanie i znudzenie.
- Wreszcie się obudziłeś… Młotku… - mruknął jakby nigdy nic
siadając mi na łóżku i zakładając nogę na nogę.
- S-Sasuke! – wrzasnąłem gdy w końcu zdołałem się odezwać –
Co Ty tu do cholery robisz?! I to tak wcześnie rano?!
Wskazał ręką na wiszący zegar, dochodziła godzina 12 potem
znów popatrzył na mnie.
- Budziłem Cię od 15
minut, gdybym wiedział ile to potrwa przyniósłbym ze sobą coś po czym od
razu byś wstał. – pokręcił głową po chwili – Jesteś księciem, weź bądź trochę
bardziej…
- Bardziej co? – uniosłem jedną brew do góry plącząc ręce na
klacie.
- Człowieku, masz być królem! Jako władca będziesz sypiał po
całe dnie? Naucz się w końcu odpowiedzialności… Kiedyś budziły Cię rano
pokojówki nie wiem czemu z tego zrezygnowałeś.
- No to będę nowoczesnym królem – wymamrotałem z
naburmuszoną miną. – Eh.. Chcę mieć trochę prywatności bynajmniej w mojej
komnacie.
- Już to widzę… Zagładę tego królestwa…
Na mojej twarzy pojawiła się pulsująca żyłka.
- Nie doceniasz mnie! – zacisnąłem ręce w pięści – Wczoraj po prostu długo zeszło mi
z obowiązkami i potem jeszcze trochę wypiłem…
- Naruto! – krzyknął gdy usłyszał o alkoholu –
Wstrzemięźliwość!
- Święty się znalazł, a
kto Ciebie z Itachim do komnaty
kilka razy odprowadzał?! Nie miałeś sił sam iść i jeszcze te piosenki… -
zaśmiałem się pod nosem.
- Nikomu o tym nie wspominaj! – wstał gwałtownie i złapał
mnie za ramiona trzęsąc
- Widzisz, nawet Ty musisz się wyszumieć, a tym bardziej ja
– powiedziałem już spokojniej i spojrzałem w bok
- Co, jednak to
prawda? Żenisz się? – również się uspokoił.
Przytaknąłem mu patrząc na ziemię.
- Wczoraj to postanowiliśmy.. Królestwo Perły mimo, że małe
to jest silne, a jako, że nad naszym wisi wojna z Królestwem Ziemi, to mój
obowiązek…
Poklepał mnie po plecach.
- Nie będzie tak źle, przecież znasz księżniczkę…
- Tak, masz rację…
- Nie wiem co tak jęczysz, podobno miałeś wybrać między nią
a mną… Skoro Ci ona nie pasuje to było wziąć mnie..
Zmarszczyłem czoło słysząc to.
- Czy Ty siebie słyszysz?
- Oczywiście, dwa razy bardziej wolę Ciebie niż tę
różowowłosą księżniczkę z Królestwa Wiśni.
- A ja wolę Hinatę od Ciebie… - burknąłem – Nie chcę się
całe życie z Tobą męczyć, oszalałbym i pewnie próbował się zabić w ostateczności…
- Aua… - udawał, że to go tknęło – To bolało, Młotku.
- Nie ma za co, Draniu
Zaśmialiśmy się nagle, każdy z nas wiedział jak poprawić
humor drugiemu, cóż znaliśmy się od zawsze. Nasi rodzice również się
przyjaźnili, dlaczego w czasie przeszłym? Rodzice Sasuke nie żyją, najpierw
matka została otruta, przez zdrajcę, a potem ojciec zginął podczas jednego
zamachu ze strony Wiatru. Teraz jego starszy brat, Itachi rządzi Królestwem
Ognia.
Wiatr… - moje myśli nagle zaczęły krążyć wokół pewnego
czerwonowłosego chłopca, którego w sumie widziałem tylko raz w życiu, a nie chciał
mi wyjść z głowy….
- Młotku, co planujesz dziś robić? – spytał
- Właśnie nie odpowiedziałeś na pytanie, czemu tutaj jesteś?
- Już tydzień temu chciałem Cię odwiedzić, ale znów miałem
kilka spraw do załatwienia… Cały czas atakuje ten cholerny Wiatr, mój brat
stara się cały czas rozwiązywać to pokojowo. Ja
gdybym był królem wysadziłbym całe te państwo w powietrze – mówił
zaciskając wargi.
Wiedziałem, że żywi uraz, sam nie wiem czy też bym tak się
nie zachowywał gdyby atakowali nas notorycznie i byli odpowiedzialni za śmierć,
jednego z moich rodziców… Teraz potrafiłem tylko słuchać i wspierać
przyjaciela, ale gdy zastanawiałem się nad sensem słów Sasuke, chciałem go
powstrzymać… Przecież tam mieszkali niewinni ludzie i… i..
- Dlatego Ty żenisz się z Sakurką.. – szepnąłem.
Złapał się za głowę słysząc to.
- Dlatego niestety doskonale wiem jak się czujesz… Nawet nie
wiesz jak trudno mi było wyrwać się z pałacu… Cały czas Sasuke-kun! Sasuke-kun!
– mówił piskliwym głosem starając się udawać
różową landrynę- tak ja ją nazywam. Wzdrygnął na koniec obrzydzony.
- Więc nawet w nocy? – spytałem wymownie ruszając brwiami.
Wiedziałem, że nie, ale bawiła mnie zawsze jego reakcja. 3… 2… 1…
Facepalm ze strony Saska.
- Nie, na szczęście… Weź, w przeciwieństwie do Hinaty nie ma
nawet piersi żeby sobie pomacać…
Próbowałem się nie roześmiać, zacisnąłem mocno wargi przez
co wyszedł grymas.
- Co Ciebie tak bawi? – spojrzał na mnie strasznie, ten
zawsze od razu musiał zauważać moją reakcję. – Może chcesz się zamienić?
Pokręciłem głową
- Już wolałbym Ciebie niż Sakurkę – zaśmiałem się głośno.
- Nie wiem jako co mam to uznać… - szepnął załamany.
- Komplement w sumie… Jesteś lepszy od Landrynki, ale nadal
gorszy od Hinatki – odparłem szczerząc się szeroko.
- Nie, po prostu Twój gust jest sflaczały.. Inni na Twoim
miejscu wcale by się nie zastanawiali tylko wybraliby mnie.
- Pokaż mi te osoby!
- Serio chcesz? Tyle, że dla Ciebie może być to przykre, bo
będzie to część Twojego królestwa – wpatrywał się na mnie zadziornie, a ja się
odwdzięczyłem tym samym.
- Moi poddani są lojalni! Nawet jeśli na Ciebie patrzą, to
ja i tak będę wyżej od Ciebie! – pokazałem mu język – I nie chcę Ci
przypominać, ale jak ostatnio byłem u Ciebie to do mnie większość Twoich ludzi
podchodziła, ha!
- Śnij sobie dalej, księżniczko – machnął ręką odwracając
się.
- Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał! - zawołałem z żyłką na twarzy.
Nim się obejrzałem musnął mnie w policzek, spojrzałem na
niego zdziwiony i położyłem dłoń w miejscu gdzie przed chwilą były jego usta. Czasami
zapominam, że mój najlepszy przyjaciel leci na mężczyzn, a nie na kobiety. Taa,
żeni się z Sakurą, ale tylko z obowiązku, zupełnie jak ja… Sasuke często
powtarza mi pewne dwa słowa, ale ja nigdy mu na nie odpowiedziałem. Jest tylko
przyjacielem… A co do moich gustów? Cóż sądzę, że dla mnie nie ma znaczenia
płeć, jak mam z kimś być to musze go lub ją kochać, chociaż chciałbym, żeby tak
było… Niestety w aktualnych czasach nie ma samych róż, są i kolce… Wracając
mimo orientacji Saska zachowujemy się przy sobie normalnie, znaczy on się stara
ja nic nie robię bo traktuję go tak jak zawsze.
- Sorki – powiedział cicho odwracając wzrok.
- Eeeee… Spoooko, przecież wiem, że jestem tak słodki, aż
nie można mi się oprzeć – obróciłem całą tą sytuację tak jak zawsze w żart.
- Żebyś wiedział – mruknął.
Zapanowała krępująca cisza. Nagle brunet przyparł mnie do
ściany.
- Serio, nie rozumiem… Czemu ona? A nie ja? Brzydzisz się
mną?
Pokręciłem szybko głową i zerknąłem w drugą stronę, w
rzeczywistości przed chwilą żartowałem, że z Sasuke nie dałbym rady żyć..
Dałbym i najchętniej wybrałbym jego, bo go bynajmniej znam.
- Sam wiesz, u Ciebie jest to samo… - wyszeptałem – Gdybyśmy
połączyli nasze królestwa, przez to mielibyśmy dwóch wrogów, a nie jednego…
Musiałem podjąć taką decyzję, wierz mi gdyby była inna sytuacja to inna byłaby też
decyzja…
- Wy również jesteście w sporze z Wiatrem..
- Ale, wy nie jesteście z Ziemią, nie chcę narażać Ognia na
niebezpieczeństwo… I tak jesteście, ze względu na sojusz między nami, a
małżeństwo ma wzmocnić siły..
Westchnął.
- Wiem… Wiśnia posiada wielu ludzi zdolnych do uzdrawiania..
Szturchnąłem go w ramię przyjaźnie.
- Dobra bo jęczysz jak Kakashi gdy żegna się z Iruką. Przecież
mimo wszystko i tak będziemy się widywać – powiedziałem z uśmiechem.
Z trudem odsunął się ode mnie i przeciągnął się ziewając
ciężko.
- Gdybym wiedział, że tak się zanudzę wziąłbym książkę.
- To sobie idź – burknąłem
- Aleś Ty gościnny – wywrócił oczami.
- Wybacz, muszę się ogarnąć, dziś mam spotkać się z Hinatą –
mruknąłem drapiąc się po karku.
- Już się zaczyna, zobaczysz po ślubie już w ogóle nie
będziesz miał dla mnie czasu
- Chciałbyś – odarłem z grymasem.
Odetchnął.
- No dobra, ja się będę zbierał.
- Już? – zdziwiłem się.
- A co mi pozostało?
- Nie no, zostań… Pomyślałem, że jutro możemy jechać do
Twojego królestwa, już jakiś czas nie miałem dłuższego wolnego, mój Kitsune się
za mną stęsknił.
- Tylko idiota może nazwać konia Lis. - mruknął
- Nic nie poradzę, jest rudy i ma fajny ogon.
- Wolę się w to nie wtajemniczać…
- To po co w ogóle zacząłeś?
Machnął ręką.
- Dobra, dzieckiem chyba nie jesteś, więc idź coś porób
przez ten dzień, znasz królestwo i zamek – mówiłem i popychałem go do wyjścia.
Nic mi nie powiedział, skierował tylko swoje poirytowane spojrzenie i poszedł.
Westchnąłem ciężko i przeciągnąłem się leniwie po raz ostatni.
Rozejrzałem się po komnacie. Była ogromna, duże z drewna drzwi :wejściowe, do
garderoby oraz łazienki. Ściany koloru żółtego, na których wisi zegar oraz różne obrazy krajobrazów, w tym portret,
na którym jestem ja w stroju królewskim oraz porter z rodzicami i ze mną jako
niemowlakiem. Posadzka wykonana jest z srebrnego kamienia Stoi także wielkie biurko z świecą, papierami oraz książkami, toaletka,
i łoże, z wieloma poduszkami i białym
prześcieradłem. Okna w pokoju są
ogromne, zresztą tak jak w całym zamku, wisi tu długa złota firanka. Na dodatek
mam wyjście na balkon z dobrym widokiem na królestwo, ale i również to co jest
poza nim. Jako światło w nocy służą pochodnie zaczepione do ścian.
Podszedłem do wyjścia, przy którym wisiał specjalny sznur do
wezwania służby( nie pamiętam jak się
nazywał ^^' dop.aut.) pociągnąłem za niego kilka razy i wyszedłem na balon. Ustałem i zacząłem
łapałać świeże powietrze. Zdecydowanie nie byłem typem osoby, która siedziałaby
w zamku i wypełniałaby papiery bądź gościła ludzi... Zawsze ciągnęło mnie poza
mury pałacu, kochałem jeździć konno... To uczucie gdy wiatr przeczesuje włosy,
odgłosy zwierząt w lesie, spanie pod gołym niebem... Dlatego wtedy też.. Dokładnie 10 lat temu
spotkałem GO... Przyjaciela i jak później się okazało wroga...
- Panie... - usłyszałem za mną kobiecy głos, który wyrwał
mnie z zamyśleń, obróciłem się w tamtym kierunku. Stała tam młoda dziewczyna z
czarnymi włosami i piwnymi oczami, na sobie miała typowy strój służącej - Wzywał
Pan...
- Marie, mówiłem Ci abyś nazywała mi po imieniu - mruknąłem
marszcząc czoło. - Jesteśmy w końcu w tym samym wieku...
- Przepraszam, nie mogę tak zwyczajnie. - schyliła głowę.
Westchnąłem z rezygnacją.
- Więc potraktuj to jako rozkaz...
- Tak, Naruto-sama - ukłoniła się. - Więc czegoś potrzeba?
- Chciałem tylko poprosić o śniadanie... A raczej obiad do komnaty...
- oznajmiłem spoglądając prosząco. Ludzie mawiają, że jestem nietypowym
księciem. Bo większość dzieci królewskich nie zna słowa "proszę", co
według mnie jest przykre... Bo może i jesteśmy innej rangi, ale wszyscy
jesteśmy ludźmi, który coś czują.. No ale zapomniałbym wysoko urodzeni po
prostu są wyprani z uczuć, rozpieszczone bachory... Sasuke jest w miarę w
porządku, ale obawiam się tej jego narzeczonej... Nigdy nie widziałem aby
odezwała się do tego typu osób bez głosu przepełnionego dumą i wyższością.
Brunetka zaśmiała się cicho pod nosem słysząc "śniadanie",
nie obraziłem się za to. Też uznałem to jako zabawne. Spoważniała po chwili
widząc, że się jej przeglądam i odwróciła wzrok zarumieniona.
- Tak, Pa- Naruto-sama... Coś jeszcze potrzeba? Przygotować
kąpiel?
Podrapałem się po głowie. Kiedyś prosiłem o to, no ale bez
przesady... Jestem dorosłą już osobą, a nie jakimś dzieckiem...
- Nie, dziękuję... To wszystko - odpowiedziałem i uśmiechnąłem
się łagodnie.
Skłoniła się i bez żadnego słowa odeszła. Odwróciłem wzrok
znów na widok z balkonu. Wpatrując się z utęsknieniem na las i góry widoczne za
granicami królestwa. Przymknąłem oczy i stałem tak jeszcze chwilę , a następnie
wszedłem do środka i od razu powędrowałem do mojej wielkiej łazienki. Wszystko
w niej miało kolory bieli z błękitem.
Napuściłem ciepłej wody do ogromnej wanny i wlałem olejek do
kąpieli o zapachu wanilii. Ktoś powie, że to babskie, ale lubię dobrze pachnieć
nawet jeśli jest to zapach kobiety. Gdy już wszystko było gotowe rozebrałem się i wszedłem
do wanny.
Nie ma to jak ciepła kąpiel... - Pomyślałem zadowolony.
Czerpałem z tego przyjemność około 30 minut, wyszedłem z wanny i obwiązałem w
pasie ręcznik. Powędrowałem do sypialni gdzie na poukładanym pewnie przez Marie
biurku stał obiad. Ucieszyłem się, ale najpierw poszedłem do garderoby się
ubrać. Wybrałem złoty żakiet z białymi wzorami, białą koszulę i czarne
spodnie oraz wysokie ciemna buty. Po założeniu na siebie tego wszystkiego
udałem się do sypialni gdzie usiadłem przed toaletką i z jednej z szuflad
wyjąłem zegarek, który zawiązałem na prawym nadgarstek. Srebrny wisior z
czerwonym kamieniem, na którym wyryty był wir – symbol królestwa zawiesiłem na
szyi, a na palec wskazujący lewej dłoni nałożyłem srebrny pierścień, który
pochodził od rodziny mego ojca.
Włosy miałem mokre, więc było bez sensu bym je układał już
teraz, więc w końcu siadłem przed jedzeniem i zacząłem je łapczywie jeść.
Dobrze, że nie było mamy lub Iruki w tej chwili bo już prawiliby mi kazanie, o
tym, że nawet gdy jestem sam powinienem jeść z klasą. Pfi!
Wszytko z talerza zniknęło w mgnieniu oka, a ja poklepałem
się po brzuchu. Zerknąłem na zegar. Była 13:30, spotkanie z księżniczką o 15.
Miałem jeszcze trochę czasu więc wziąłem jedną z książek leżących na biurku i
otworzyłem na stronie gdzie skończyłem.
Lektura była nawet ciekawa, a co najlepsze pisana ręką mojego dziadka,
Jiraiyi. Może wydawać się, że przez to stara, ale wręcz przeciwnie. Opowiada
ona losy młodzieńca, w którego nikt nie wierzył, a stał się wspaniałym władcą,
dobrze zgadujecie to historia mego dziadka. Teraz wiem po kim mam tę wrodzoną…
e… mądrość? Wiadomo.. w rodzinie nic nie zginie, co nie? Niestety zmarł gdy
miałem 9 lat, pamiętam go doskonale... Zawsze mnie popychał do przodu, i często
się dla żartów kłóciliśmy, ale wiem, że do tej pory był jedyną osobą, która
potrafiła mnie zrozumieć… Zaakceptował moją przyjaźń z Gaarą, gdy wokół wszyscy
mi tego zakazali. Powtarzał zawsze, że
wszystko się zmieni….
W pewnej chwili ujrzałem ten dzień, w którym umarł. Stałem
wraz z rodzicami przy jego łożu. Wszyscy nie chcieliśmy uwierzyć, że dzieje się
to naprawdę i wtedy mnie zawołał…
- Naru… - wyszeptał
cicho, jego głos był słaby. Spoglądałem na niego ze łzami w oczach. Uśmiechnął
się do mnie i gestem dłoni pokazał mi bym podszedł. Uczyniłem to i przytuliłem
się do niego.
- Dziadku… - wybuchłem
płaczem.
- Przepraszam Naru, że
nie mogę Cię dalej wspierać… - powiedział trzymając mnie mocno.
- T-To nie Twoja wina!
T-To…
Kąciki jego ust znów
powędrowały do góry.
- Jesteś silny i ja to
wiem… - mówił głaskając mnie po włosach – Ludzie mogą Cię nie rozumieć, i nie
widzieć w Tobie nikogo wartościowego… Bądź sobą… Pamiętaj, że ja zawsze będę czuwać
nad Tobą – położył swoją dłoń na mojej klatce piersiowej – Im dłużej trzymasz
kogoś w sercu tym dłużej te osoby z Tobą są…
Słuchałem tych słów
uważnie, wtedy dokładnie ich znaczenia nie rozumiałem.
- Naru… Mam do Ciebie
prośbę…
- Prośbę? – spytałem i
przytaknąłem pokazując tym, że jestem gotowy by jej wysłuchać.
- Proszę… Wypełnij
moją misję… Przywróć harmonię do tych wszystkich walczących królestw…
Znów czułem łzy na
policzków.
- Dziadku… Ja.. Nie..
- Wierzę w Ciebie…. –
te zdanie mówił coraz to ciszej, a gdy skończył jego oczy zamknęły się i
opuścił bezwładnie rękę.
- DZIADKU!!
Wpatrywałem się w książkę ze smutnym spojrzeniem. Zadanie
powierzone przez niego… Nie było łatwe, co ja mówię… Jak niby miałem to zrobić?! Skoro on nie
potrafił przywrócić pokoju to ja mam to umieć? Do tej pory nie mogę uwierzyć,
że to właśnie mnie o to poprosił….
- Jesteś ze mnie dumny? – spytałem sam siebie. Zastanawiałem
się jakby zareagował na ślub. Zezłościłby się czy poklepał po plecach?
Podniosłem głowę i zerknąłem na zegar. Zastygłem w miejscu…
- 15:30?!!! – wrzasnąłem na całą komnatę przerażony po
chwili stania jak ten słup. Szybko wstałem z krzesła i podbiegłem do toaletki i
poprawiłem grzebieniem włosy. - Cholera! Nie chcą się ułożyć! Aaaa~! –
panikowałem machając rękoma. Wszystko zaczęło mi wychodzić dopiero gdy się
odrobinę uspokoiłem, przy prawym uchu kilka kosmyków włosów splotłem w
malutkiego warkocza. A potem nie oglądając się nawet za sobą wybiegłem z
komnaty aż się za mną kurzyło.
- Znowu się spóźniłeś? – pokręciła głową mama, którą mijałem
w drodze.
- Samo tak wyszło! – odparłem machając jej na dzień dobry.
Słyszałem tylko jej głośne westchnienie, dobrze, że nie przystanąłem bo by mi
się oberwało.
Po chwili byłem w ogrodzie, zwolniłem tempo aby wyglądać w
miarę zwyczajnie i starałem się unormować przyśpieszony oddech. Na miejscu
siedziała młoda dziewczyna z długimi
granatowymi włosami, perłowymi oczami w długiej liliowej sukni. Nie zauważyła mnie wpatrywała się w kwiaty.
Podszedłem do niej wolnym krokiem.
- Podobają Ci się? – spytałem.
Podskoczyła gwałtownie przestraszona i dopiero chyba wtedy
zorientowała się, że to ja. Zarumieniła się i uśmiechnęła nieśmiało odwracając
wzrok.
- Książę..
Wyszczerzyłem się jak to ja.
- Naruto – poprawiłem ją - Przepraszam, że musiałaś czekać, trochę
za długi mi zaszło – podrapałem się zakłopotany po karku.
- N-Nic nie szkodzi.. To ja za szybko przyszyłam…
Była zdecydowanie za dobra! Inna już by spoglądała na mnie
spod byka. Zaśmiałem się głupio i
usiadłem na jednej z betonowych
ławeczek, a ona tuż obok mnie, ale z odstępem, tak że pomiędzy nami mogłaby
wejść jeszcze jedna osoba. Westchnąłem ciężko.- Nie bój się… Nie gryzę.. –
mruknąłem z udawanym grymasem.
- N-Nie! Ja! – machała rękoma zawstydzona.
- Spokojnie tylko się droczę – oznajmiłem i odchyliłem głowę
do tyłu patrząc w niebo – Jak w ogóle zareagowałaś na tę decyzję? Wiem, że dużo
nie mogłaś powiedzieć, bo po mojej zgodzie było już przesądzone, ale… -
spojrzałem na nią - Co myślisz?
- Etto.. – bawiła się palcami zakłopotana. To był chyba jej
trik nerwowy, coś jak moje drapanie się po karku. – Nie byłam zła, każda
księżniczka musi być przygotowana na wszystko… - wypowiedziała to zdanie bardzo
szybko, i tylko dzięki temu, że ją uważnie słuchałem zrozumiałem coś z tego.
- Hm… - wstałem z miejsca, wziąłem jakiś kamień i wrzuciłem
do fontanny – A jako kobieta? – wyszeptałem – Nie jesteś tylko księżniczką.
- Więc.. – spojrzała w bok. Milczałem czekając aż odpowie –
Ucieszyłam się, że to Ty… Jesteś miłą
osobą i no.. znamy się trochę…
Zaśmiałem się cicho, przez co popatrzyła na mnie zdziwiona.
- To samo myślałem o Tobie.. – odpowiedziałem i zerknąłem na
nią radośnie.
- N-Naprawdę? – wytrzeszczyła oczy.
Pokiwałem głową rozbawiony. Ciekawe czy ona coś czuje
więcej? Jezu, nie umiem mówić o takich sprawach, tym bardziej teraz, z nią ..
czuję się strasznie niekomfortowo… Wolę nie pytać od razu.. – myślałem.
Wróciłem na moje miejsce, siadając bliżej niej, kontem oka
widziałem jak się spina.
- Wkrótce będziesz moją
żoną – mruknąłem cicho. Przytaknęła szybko czerwieniąc się. Wtedy
przyszła mi do głowy myśl: Jeśli się
pocałujemy, może coś poczuję! – Eh może…
- Tak?
- E może… więc… - jąkałem się. Niee! Pierwszy raz w życiu
nie mogłem się wysłowić! Odpuściłem sobie to – Jaką książkę lubisz…?
Resztę popołudnia, aż do
wieczora rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym… Jednego byłem pewien : Nie zakochałem
się, i miałem tylko nadzieję, że po jakimś czasie uczucie zakwitnie…
Co najdziwniejsze w jednym
momencie pomyślałem znów o chłopcu z czerwonymi włosami… Ciekawe czy on też ma
takie dylematy… Jak teraz wygląda… I czy w tej chwili o mnie pamięta?
_______
Kyaaa >///< Pierwszy rozdział! W skrócie cudawianki na
cudawniakach ! Nie no tak na poważnie… Naru jako książę *_* Co sądzicie o tej
części? Miała być krótka, ale ja jak to ja… Koocham się rozpisywać :3 Kolejna już niedługo! ^o^
Witaj, nie wiedziałam gdzie mogę Cię o tym poinformować więc piszę tutaj. Zmieniłam adres bloga na https://sasunaru-yaoi-by-aoi.blogspot.com:)
OdpowiedzUsuń